
CHOROBA LOKOMOCYJNA
Data: 17-09-2005 o godz. 00:00:00 Temat: MEDYCYNA
Choć trudno ją nazwać schorzeniem, potrafi skutecznie popsuć
całą
przyjemność podróżowania. Zaczyna się niewinnie od znużenia i
niepohamowanego ziewania. Potem pojawiają się bóle i zawroty głowy,
nudności, a nawet torsje. Kinetozę, bo tak nazywa się chorobę lokomocyjną powoduje podrażnienie błędnika.
Choć trudno ją nazwać schorzeniem, potrafi skutecznie popsuć całą
przyjemność podróżowania. Zaczyna się niewinnie od znużenia i
niepohamowanego ziewania. Potem pojawiają się bóle i zawroty głowy,
nudności, a nawet torsje. Kinetozę, bo tak nazywa się chorobę lokomocyjną powoduje podrażnienie błędnika. Zmysł równowagi odczuwa kołysanie się statku albo dziurę powietrzną, w którą
wpada samolot, więc podnosi alarm.
Równocześnie oczy odbierają całkiem inne wrażenia, bo patrzymy na pozornie nieruchomy pokład statku czy kabinę samolotu. Mózg dostaje te sprzeczne komunikaty i nie wie, co z nimi
zrobić. Efektem są właśnie dolegliwości, które wakacyjne wojaże zamieniają w prawdziwy koszmar. Bywa, że choroba lokomocyjna pojawia się nagle u osoby, która czuła się doskonale
nawet podczas sztormu szalejącego na morzu. Zdarza się też, niestety dość rzadko, że dolegliwości nagle same znikają. Jak dotąd nie wymyślono lekarstwa likwidującego przyczyny, a nie
tylko skutki tej przypadłości. Niemiłe objawy można jednak złagodzić. Najważniejsze, to nie objadać się przed podróżą. Od obiadu z deserem, który leży kamieniem na żołądku lepsza będzie
lekkostrawna
przekąska i sok owocowy lub niegazowana woda mineralna zamiast kawy czy herbaty.
Podczas jazdy samochodem lepiej patrzeć na odległy krajobraz.
Migające pobocze drogi albo litery książki skaczące przed oczami nasilają
zawroty głowy i mdłości. Pamiętajmy także o uchyleniu okna. W autobusie
unikajmy miejsc tuż nad kołem, a w pociągu nad osią wagonu i siadajmy
przodem do kierunku jazdy. W samolocie nie zajmujmy foteli na wysokości skrzydeł i koniecznie włączmy nawiew powietrza. Jeśli poczujemy się słabo, stewardessa może poratować nas
zbiornikiem z tlenem. By ograniczyć dolegliwości siedzimy spokojnie, z otwartymi oczami i w miarę możliwości nie ruszamy głową, tylko odchylamy ją lekko do tyłu. Warto zająć się rozmową
z innymi pasażerami, podziwianiem krajobrazu albo słuchaniem muzyki z walkmana.
Każdy sposób jest dobry, byle tylko nie myśleć o żołądku
podchodzącym do gardła. Co parę minut pijemy kilka łyków wody mineralnej.
Skutecznym lekarstwem jest bardzo mocny napar z imbiru, goździków albo cynamonu. Można dodać go do wody w proporcji 20 kropli na szklankę. W podróży przyda się też kawałek
świeżego arcydzięgla, roślina zgnieciona w palcach wydziela orzeźwiający aromat. Wielu osobom pomaga przykładnie zimnego kompresu na kark i czoło, a także pogryzanie czegoś w
podróży, np. krakersów, suszonych owoców, miętowych cukierków albo marchewki czy rzodkiewek. Wypróbowanym sposobem na sensacje żołądkowe jest żucie kawałeczków świeżego,
obranego ze skórki korzenia imbiru.
Najpopularniejszym lekiem na chorobę lokomocyjna jest aviomarin, trzeba go zażyć godzinę przed wyjazdem. Nie każdemu jednak służy, często powoduje senność, otępienie i spowolnienie
reakcji. Żadnych skutków ubocznych nie wywołuje preparat homeopatyczny Cocculine. Trzeba łykać go już kilka dni przed podróżą. Na nudności pomaga również homeopatyczny Cocculus
indicus D6, który zażywa się co godzinę. A gdy żołądek podchodzi do gardła, serce bije zbyt szybko i czujemy osłabienie pomoże Tabacum D10.
|
|